Wyjazd nam się opóźnił i ostatecznie wyjechaliśmy ok 21.
Pierwsze zakręty, hamowania, przyspieszanie i rozpędzanie samochodu powodowało niepewność.
Bardzo szybko przyzwyczaiłem się do nowej sytuacji prowadzenia samochodu w pełni obciążonego z przyczepą. Myślałem że będzie gorzej ale nawet nie było tak źle jak bym się spodziewał.
Dzieciaki spały a ja jechałem jak opętany. Zrobiliśmy dwa przystanki i do celu dotarliśmy po 9 godzinach ;)..... moc dałem radę.....
Na polu kempingowym rozpoczęliśmy poszukiwanie odpowiedniego miejsca dla naszego zestawu.....
Czerwiec prawie puściutko na kempingu, więc miejsca do wyboru do koloru.
Była godzina ok 7 rano pod płotem drzewa więc myślimy będzie ok.
Jest cień, nie bedzie duszno rankiem w przyczepie.... bierzemy.
Rozpocząłem mozolne manewrowanie przyczepą to w prawo to w lewo... żona krzyczy jeszcze troszkę, za bardzo ... hehe było fajnie.
Udało się stoi nawet równo. Odczepiłem od samochodu, wypoziomowałem (na oko), przyczepka stoi. Zbrałem się do rozkładanie przedsionka, wykładziny i wyjmowania gratów, aby umiejscowić je na kolejne dwa tygodnie w odpowiednim miejscu.
.... haha to nie koniec, po 2 godzinach układania, rozkładanie i rozmyślania doszliśmy do wniosku, że jest to złe miejsce wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Bo będzie nam waliło słonko po południu i rano będzie zimno bo nie świeci tam gdzie powinno.
No to co....... do roboty ;)
Obczailiśmy nowe miejsce, blisko do kibelków lekko zacienione z rannym grzaniem od słoneczka.
Całe przestawianie zajęło nam ok 1h, ale było warte bo miejsce było bardzo fajne.
| Efekt 2h przestawiania - nasz domek na 2 tygodnie |
Wreszcie mogliśmy coś zjeść i odpocząć :)
Sielanka na kempingu: cieplutko, cichutko, świeże powietrze, bryza itp.
Po krótkim odpoczynku poszliśmy na plaże przywitać morze i pobawić się w piasku :)
Dzień był ciężki bo po nocnej podróży nie było czasu odespać.
Szybko dzien się skończył i można było sprawdzić jak się śpi w przyczepie z dzieciakami.
Piotruś sam na jednym łóżku (szczęściaż) a my w trójkę adaś w gondoli w nogach i my poskręcani jak..... .
Pierwszy dzień i noc super, pora na kolejne.
Cały wyjazd minął pod hasłem " odpoczywamy, plażujemy, troszkę zwiedzamy, doświadczamy mieszkania w przyczepie"
Hasło zostało wypełnione do ostatniego słowa. Wypoczęliśmy niesamowicie i naładowaliśmy baterie na cały rok (no może na pół). ;)
Kilka słów o mieszkaniu pod przyczepą. Przyczepa okazała się bardzo wygodna i przestronna. Dwie sypialnie oraz duży przedsionek pozwalał nam na bardzo wygodne mieszkanie. Nocami bywało troszkę chłodno więc używaliśmy ogrzewania gazowego i zabraną z domu farelkę elektryczną ;).
Najbardziej farelka przydawała się w przedsionku na nasiadówkach nocnych.
Nasz domek posiadał kibelek i łazienkę z prysznicem.... pełen wypas. Używaliśmy jednak sporadycznie kibelka (synek na siku :] ) natomiast prysznica używała żonka do mycia rannego włosów. Wyobraźcie sobie napełnianie zbiornika o pojemności chyba 50 litrów baniakiem 5 litrowym :)....... rytualnie codziennie rano sterczałem z baniaczkiem i nalewałem aż się zapełni..... przez wlew podobny do wlewu na paliwo w samochodach......
Minęło 14 dni i czas wracać...... szkoda.....
Pakowaliśmy się w deszczu i nawet dość sprawnie nam poszło.
Powrót 11 godzin ;( buuuuuuuuuuuuu
Podsumowując pierwszy wyjazd z przyczepą można powiedzieć że był bardzo udany i na 1000% będziemy to powtarzać. Już planujemy kolejny wyjazd ...................... może do Włoch ;)
Czytajcie ...... będzie więcej
| Zatoka z pola kempingowego Chałupy 6 |
| Tak wyglądał nasz zestaw przed powrotem do domu :( |
0 komentarze:
Prześlij komentarz